150.
Przypisane: sunnuntaina, 1.tammikuuta.2012, 04:47
Mood: 
tule. ja mene pois. plis?
To był dobry rok. Mimo wszystko.
Bo "dobry" brzmi w moich ustach trochę sztucznie. Oszczędzam tego słowa, by określić nim coś naprawdę świetnego. Tylko co mi po takim układzie (jakaś wewnętrzna umowa? Te stwory we mnie ciągle działają na zasadzie paktów i porozumień... Bez mojej zgody, rzecz jasna)?
Znalazłam kawałek swojego miejsca. Na szczęście tylko kawałek, bo to każe szukać dalej.
Odnalazłam to, co zgubiłam na kilka lat. Tylko aktualnie nie do końca wiem, co z tym zrobić. I to chyba nie jest coś, co rozwiąże się samo.
Wyszłam z wielu błędnych kół. Albo jeśli się w nie z powrotem pakuję, robię to przynajmniej z pełną świadomością. To też pozwala na chwilę wyjść. A potem znowu wrócić. Taki rytm życia.
Plus dwadzieścia do tożsamości. Zaczyna mi się podobać. Zaczynam powoli akceptować pewne rzeczy, które jeszcze rok temu o tej porze były dla mnie absolutnie nie do przyjęcia. Odpuszczam, gdy jest tak lepiej. Przestałam zaburzać ład wszechświata. Więc też nikt nie musi za mnie go naprawiać. Chyba kogoś odciążyłam.
Widzę, w czym żyłam, bo patrzę na to teraz z boku. I to nie było dobre życie. Nie było na pewno zbyt zdrowe. Wzięłam się za poprawianie. I przestałam cisnąć tam, gdzie i tak nie było potrzeby.
Odkryłam w sobie mnóstwo energii i próbuję ją rozkładać w miarę równomiernie. Albo chwilowo zaburzam tę równowagę, żeby osiągnąć jakiś efekt. To jest piękne. Na swój sposób. Bo jak już mówiłam, "piękne" brzmi dziwnie. Co najmniej.
Piosenka na początek roku.
Kings of Leon - Closer (tak na uroczyste zamknięcie koła. Koło to ważny symbol. Przecież.)
149.
Przypisane: lauantaina, 24.joulukuuta.2011, 01:19
Mood: 
quando...
Czasem nie do końca wiem, o co mi chodzi.
Chyba już nie umiem przebywać sama. Gubię się wtedy. Ukrywam smutek. Może nie trzeba? A może trzeba.
Chcę go gdzieś wylać. Kiedyś dobrze radziłam sobie ze słowami. Ale o czym miałabym pisać?
Teraz lepiej radzę sobie z muzyką. Ale mam wrażenie, że wszystko już było. Albo że to bez sensu. Bo i tak ktoś umie to zrobić lepiej.
Zaczęłam szkicować. Ale jest już dla mnie za późno.
Powinnam umrzeć. Zaraz, za chwilę. Zdecydowanie. No, raz dwa. I po kłopocie. Moim w szczególności.
Who cares, anyway.
148.
Przypisane: perjantaina, 16.joulukuuta.2011, 12:49
Mood: 
e quero cagar na sua cabeca:):) com certeza, com alegria:)
Uczę się.
Nie chodzi o te uczelniane bzdury. To dobre dla dziewczynek. Tych grzeczniejszych i z rzędu tych, które zamiast cieszyć się życiem, powtarzają szeptem podział głosek. Na pewno przyda im się to w życiu.
A ja się uczę żyć z ludźmi. Uczę się żyć na kupie. Jest pięknie. Zaczynają mi puszczać wszystkie bariery. Zbieram zgliszcza szklarni. Gruba była, więc powoli zamiatam i odkładam. Albo oddaję jej małe szybki komuś innemu. Niektóre nie są przecież takie złe. Niektórym dodają rozsądku. W końcu gdyby rozebrać każdy skraj ideologii, znalazłyby się tam dobre rzeczy. Trzeba przebrać, przepuścić przez sitko.
Uczę się też nie ulegać pozorom. Bo pozory mylą. Oj, mylą.
Uczę się na nowo być sobą. Taka już jestem. Trudno. A może i na szczęście. W sumie i jedno, i drugie. Tego też się uczę.
W kwietniu będę zupełnie nowym człowiekiem.
Idą urodziny. Idzie sylwester. W końcu zdarzyło się przez rok coś ciekawego. Coś, czego nigdy nie będę żałować. I będzie się ciągle działo. Puściłam wodze. Życie pędzi. A ja z nim. Czasem wydaje mi się, że zahaczę o jakieś drzewo albo inną przeszkodę. A nawet jeśli mnie ciut muśnie... dobrze. Blizny też czegoś uczą. Przypominają o sobie.
Zaczynam dostrzegać schematy. Unikam wpadania w te same. To chyba dobrze. Taki trochę efekt Ani z Zielonego Wzgórza, która nie popełniała nigdy więcej takich samych błędów. Staram się. Albo popełniam je świadomie. Po to, żeby potem się oczyścić. Oczyszczenie jest czasem cudowne.
Zaczynam rozumieć siebie, bo zaczynam o sobie rozmawiać. Inni też zaczynają mówić. Dostrzegam różnice i podobieństwa. I chyba to, że nie do końca jest ze mną tak, jak być powinno. Ale nie ma w tym nic złego. Właściwie chyba jestem ewenementem. Jak każdy po trochu.
Dziękuję, do widzenia.
147.
Przypisane: keskiviikkona, 23.marraskuuta.2011, 23:48
Mood: 
triste, drodzy panie i panowie.
Nie wiem, co się dzieje. Odkopują się we mnie rozmaite rzeczy. Takie zagrzebane już na zawsze. Zagrzebane po to, żeby w domyśle ktoś je odkopał. Ale zaraz. To nie ja miałam kopać. Zamieniłam się w pierdolonego archeologa i bah, proszę bardzo. Odrzucenie? Raz. Emocje? A proszę bardzo. Z popitką.
Robi się momentami niebezpiecznie. Wiem, co robię. O tyle dobrze. Ale czasem nie chcę. Czasem chcę, żeby ktoś zrobił coś za mnie. Nie da rady? Ojej. To przykre.
Zmarnowałam życie. Zbliża się dzień moich kolejnych urodzin. Ale nigdy wcześniej do tej pory nie przyszło tuż przed takie olśnienie. Zmarnowałam. Tak naprawdę. W sumie nie ja sama, do spółki. Z mamusią i tatusiem, którzy byli zbyt zajęci swoimi kłótniami. Po co niby wyciągać ze mnie to, co najlepsze? Sama z siebie wyciągnie. A najszybciej to zrobi, gdy będzie już za późno.
Jej. Zaczęłam lubić ludzi. Tylko co z tego, skoro wydaje im się, że ich nie znoszę?
Źle. Gorzej. Najgorzej. Będzie jeszcze gorzej? W sumie czemu nie. Ta-daaam.
146.
Przypisane: perjantaina, 28.lokakuuta.2011, 23:06
Mood:
Niektóre rany mają to do siebie, że muszą się rozewrzeć do swojej maksymalnej możliwej szerokości, aby zabliźnić się na całe życie. Tak naprawdę się zabliźnić, bez możliwości ponownego otwarcia.
Musiałam przejść taką, a nie inną drogę, by w końcu dotrzeć do tego, co już jakiś czas siedziało w mojej głowie. Powoli osiągam TEN stan. Ten wymarzony stan równowagi, w którym poświęcam sobie dużo czasu, ale nie pozostaję zupełnie obojętna na innych. Uczy mnie tego angola. W ponadgodzinowym wymiarze.
Jeśli nie jedno, to drugie.
Im bardziej olewam, tym lepiej. Właściwie na jedno wychodzi, tylko zmienił mi się punkt widzenia. Na ten zdrowszy i mniej mnie obciążający. Czego chcieć więcej?
No, właściwie, jakby się uprzeć... jest coś. Albo dwie rzeczy. A właściwie to nie wiem. Niech się dzieje, co chce. Czas też niech trochę pozapierdala, z łaski swojej.
Pierwszy dzień od tygodnia, gdy usiadłam i nie robiłam absolutnie nic.
Mestre Roberval - O homem quase me bateu
145.
Przypisane: lauantaina, 8.lokakuuta.2011, 23:38
Mood: 
EN. EN ole rakastunut :(
Gdy dzieje się dużo, zbytnio się nie zastanawiam. Poddaję się temu, co jest wokoło. Gdy dzieje się natomiast mniej, niż bym się spodziewała albo oczekiwała, jestem zawiedziona. I nachodzą mnie refleksje. Różnego rodzaju.
Na przykład, co właściwie dzieje się z moim życiem. Z jakimi zachowaniami powinnam się pożegnać, a o jakie ubiegać. U siebie samej. Wydaje się banalnie proste. Figa.
Staram się hamować. I coraz lepiej mi to idzie. Naprawdę. Nie daję po sobie poznać. I w końcu to stłumię. Prawda? Prawda? Bo historia się powtórzy. Tak czy siak. Czy śmak. Oby nie dać się wciągnąć w jakieś gówno. Tylko przez samą siebie. Nikt mnie nie będzie wciągał. Bo widocznie nie czuje takiej potrzeby. I dobrze. W sumie robi mi przysługę.
Zaczynam właśnie myśleć o tym, jak sobie poradzę w tym roku. Jakoś, najlepsza odpowiedź. W tym roku wszystko będzie zdaje się 'jakoś'. I dobrze. Potrzeba mi trochę odpoczynku od tego wyścigu. Tak naprawdę ścigałam się sama ze sobą. To nie jest zdrowe podejście. Chyba nigdy takim nie było. Kuka tietää...
Janusz Radek - Sonet XLIX
144.
Przypisane: lauantaina, 24.syyskuuta.2011, 22:27
Mood: 
usar alguem. Puxa.
No i dlaczego? Czemu, pytam? Po co mi to kolejne zawirowanie? Bo co, fajniej będzie? Ciekawiej?
A co, jeśli nie chcę?
Właściwie to chcę tylko, jeśli by się udało. Ale cudów nie ma. Nie zdarzają się, nie w moim życiu. Na wszystko musiałam zapracować sama.
Więc się nie uda. Dalej (proces myślowo-dedukcyjny, ponoć racjonalizm to najlepsze złudzenie dla kogoś takiego, jak ja), stwierdzam więc azaliż iż nie chcę. Nie chcę, nie po raz kolejny. Mam już dosyć. Dość. Tak na zawsze. Absolutnie naprawdę. Bezwzględnie. Nie potrzebuję. Najwyżej odpieprzy mi na stare lata. Co za różnica?
Mam dosyć. Swojego durnego i naiwnego myślenia, że będzie dobrze. Nie będzie. To nie ja. Nie ja. Nie.
Przez chwilę byłam w innym wymiarze. To prawda. Było tam cudownie. Mogło zdarzyć się wszystko, co chciałam. Jak w sterowanym śnie.
Ale dziś już było dziś. Trochę ćmiące. Wciąż dziś.
Muszę znowu wziąć na siebie dużo roboty. Dużo za dużo. Wtedy zapomnę, na pewno. Zapomnę i nigdy sobie nie przypomnę. Albo będę się wstydzić. To też świetna tarcza ochronna.
I tak do końca. Końca.
Kings of Leon - Use somebody (znowu jakoś popularne ostatnio?)
143.
Przypisane: keskiviikkona, 21.syyskuuta.2011, 23:50
Mood: 
triste. kuin helvetti
Nie chwal dnia przed zachodem słońca. Powtarzam, powtarzam, a potem i tak się potykam.
142.
Przypisane: sunnuntaina, 18.syyskuuta.2011, 05:09
Mood: 
dura como calçada
Nie wiem, czy to sezonowa chuć, czy pełnia księżyca. Albo inny układ gwiazd taki, nie inny. Bzdury.
Gorączka kilkugodzinna, jakby sezonowa. Potem wracam do rzeczywistości. W snach wszystko staje się możliwe. Wszystko. Śni mi się. A poza snem chce mi się płakać.
Chciałabym w spokoju zasnąć. Chociaż na chwilę. Nie budzić się z bólem głowy godnym niemałego kaca. Nie mogę normalnie funkcjonować.
Jesień.
Sweet Noise - Bruk
141.
Przypisane: lauantaina, 17.syyskuuta.2011, 08:25
Mood: 
piste.piste.piste
Freud jak na dłoni.
Czasami nie chcę się spinać. Czasami chciałabym odpuścić, ale wiem, że ktoś nie zasługuje. I wtedy nie odpuszczam. A powinnam. Damn.
Jest we mnie jakaś rysa zaciekłości, która nie pozwala poczuć się do końca wolnym człowiekiem. Zawsze, ale to zawsze będę od kogoś uzależniona. W sensie i jednym, i drugim.
Przed oczami stoją mi bajki z dzieciństwa. Wtedy było prościej. Teraz jestem znowu rozdarta. Nie chcę.
Ale wszystko jest dualizmem. Dla mnie sprawa jest jasna. Gorzej z tym, czego chcę naprawdę. Tak naprawdę.
Ale wiem, że nie będę tego miała. Im szybciej się z tym pogodzę, tym szybciej wypalę te dziwne pragnienia. Jedna, ta jedna pierdolona słabość, która nie pozwala mi żyć jak normalny człowiek.
Czasem przecież chcę, żeby było normalnie. Nie będzie. Z tym może też czas w końcu się pogodzić.
Tęsknię za nudą.
Ciągle zszokowana snem. Nie chcę. Chcę.
O, ale wtorku chcę tak całkowicie.
140.
Przypisane: sunnuntaina, 11.syyskuuta.2011, 18:48
Mood: 
com.puta.dor
Fim de semana się jeszcze nie skończył. Jest tyle rzeczy do zrobienia. Kiedy? Może teraz?
Raz, dwa, trzy. Czasem wystarczy tylko się podnieść i zacząć coś robić. Kurde. Jakie to trudne.
Życie toczy się toczy, a ja nie wiem, co z nim czasem zrobić.
139.
Przypisane: sunnuntaina, 28.elokuuta.2011, 21:34
Mood: 
bom.bem.
Wszystko okazało się być sambowym.
Włączyłam coś, czego kiedyś słuchałam namiętnie. Wyłączyłam ze stwierdzeniem przylepionym do warg: To już było. Po czym się uśmiechnęłam i włączyłam coś, co już było, ale jakby schowane. Czasem dobrze dojść do bazy. Trochę to uspokaja.
Szykuje się ciekawy miesiąc. Bez sztywnych barków. No, może nie licząc niektórych wtorków. Głupiam, że się zgodziłam. Cóż począć.
Que bom estar com vc
aqui nessa hoda
com esse conjunto
138.
Przypisane: lauantaina, 13.elokuuta.2011, 23:25
Mood: 
não bata
Ojej. Chciałoby się powiedzieć. Można odwrócić głowę z częstotliwością mniej więcej raz na pół roku i spojrzeć, co się zmieniło. Sporo się zmieniło. Aż za dużo razy chciałoby się powiedzieć "nie pomyślałabym" albo "nie przypuszczałabym". No to powiem tyle razy, ile trzeba. Kurcze. Życie staje się przepięknie nieprzewidywalne. Oczywiście wtedy, gdy weźmie się je w swoje ręce, a nie czeka na ukryte siły.
Energię tworzą ludzie. Wreszcie to czuję.
Nie sądziłam (x101), że można zmęczyć się wykonując muzykę. Można. Mam na dziś dość. Nie przypuszczałam (x102), że to kiedyś powiem.
Ojej (xnieskończoność). Coś nowego. Ktoś mnie pochwalił. Mało się nie schowałam w sobie i nie przewinęłam na drugą stronę. To takie dziwne. Ktoś widzi. Łał.
Brzmi mi w uszach ten piękny język. Zaczynam kochać. Znowu. Ale tym razem nie porzucę nawet starej fińskiej miłości. Mogą kwitnąć jednocześnie. Ojej (xnieskończoność + 1). Ciekawe, kiedy zacznę pisać "xaxa".
Przytłaczające? A niech sobie przytłacza. Dobrze mi z tym. Prawie-wszystkim.
Dziwoty.
137.
Przypisane: sunnuntaina, 24.heinäkuuta.2011, 22:57
Mood: 
basso, bassoni, soittaako
Dobra. To teraz tak. Kolejny tydzień się zacznie. Ostatni przed wyjazdem, ostatecznym rozwiązaniem wręcz. Odpoczynkiem takim. Ale moim zdaniem bardziej kwas będzie, niż odpoczynek. Nieważne.
Podobno powinnam zastanawiać się nad ustępstwami. No dobra, zastanawiać się zawsze mogę. Ale jakoś tak częściej wychodzi na moje. Bo krzyczeć umiem, tak? No, umiem właściwie. O, a czasem nawet mi ustępują, bo tak nakazuje pierwsza zasada świętego spokoju.
Czasem ktoś artykułuje dziwne okólniki. Boli mnie to chyba bardziej, niż gdyby to były słowa do mnie i dla mnie. Zdziwiona? Ba. Sama się czasem umiem zadziwić. A co mi tam, raz się żyje.
Nastąpiło dziwne przemieszczenie pór roku. Moich nastrojów też, bo przecież moja głowa jesienią wariuje i doznaje pospolitego pomieszania zmysłów. Nie jestem z tego absolutnie dumna, bo czasem sama siebie nie znoszę za pewne zachowania. Łącznie z nieodpowiedzialnymi decyzjami. Cóż począć. Hormony. Głowa. Pulsująca głowa. I dziwne myśli, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością.
Czasem na siłę się doszukuję takich bzdur, że aż wstyd wypowiadać na głos. Z drugiej strony na brak wyobraźni nigdy nie narzekałam. I nie zamierzam. Warszawa jest szara, zatopiona, brzydka, a mapa jej ważniejszych świateł powoli wygasa. Źle mi z tym. Zrażam teraz do siebie mnóstwo ludzi. Wina niezawiniona. Czasem nie mogę wręcz mieć na coś wpływu. Wieczna kontrola. Oby tym razem mnie nie zabiła. Kiedyś było blisko. Właściwie dwa razy było już blisko.
Teraz nic mnie nie zabije.
136.
Przypisane: perjantaina, 22.heinäkuuta.2011, 20:57
Mood: 
kun haluaisin - et oo.
To wszystko wprawia mnie w jakiś wybitnie melancholijny nastrój. Nie mam na nic ochoty. Tak właściwie wciskam sobie w ręce jakąkolwiek robotę. Bo inaczej leżałabym do góry tyłkiem i nie robiła absolutnie nic. Trochę strata czasu. Tlenu. Miejsca.
Czasem wolę udawać, że nic mnie nie rusza. Chyba zaczęłam w to wierzyć. Czuję się jak obklejony posąg. Obklejony obojętnością. Lepem, który wszystko przykleja, ale w sumie niewiele wnosi do treści. Tylko nic nie znaczące kształty. Czasem też coś się ode mnie odbije. Wtedy słychać tylko odgłos, ale obiekt wędruje dalej. Jestem materią.
Może wydam z siebie dźwięk. Może go wydobędę. A może niczego nie zrobię. A po coż mi to, na cóż? Życie chcę sobie umilić. Skomplikować. Moja specjalizacja.
Robię się taka, jak kiedyś. Z jednej strony mnie to niepokoi. Z drugiej zastanawiam się, gdzie byłam w międzyczasie? Wróciłam do punktu wyjścia czy może do jedynego właściwego miejsca, jedynego słusznego stanu umysłu?
Therapy? - Knives